Przejdź do głównej zawartości

Posty

Nowa poduszka i nowa fryzura

Historia tej poduszki, zainspirowanej i wykonanej według wzoru z bloga Gu tworzy, zaczęła się w marcu i mam wrażenie, że to było bardzo dawno temu. Pomyślałam sobie wtedy, że potrzebuję we wnętrzu jakiegoś wesołego, kolorowego akcentu, ale nie chciałam powielać wzorów, które już kiedyś robiłam. Trójkąty wydawały się więc idealnym rozwiązaniem, zwłaszcza, że chciałam skorzystać z posiadanych włóczek.






Początkowo miałam zamiar do jej wykonania użyć obok koralowej włóczki, także tych w odcieniu niebieskim i beżowym, ale coś mi nie grało. 


Ostatecznie skończyło się na pięciu kolorach. Ilość trójkątów zależała od tego, ile miałam danej włóczki.  Pewnym wyzwanie było także dopasowanie ułożenia poszczególnych trójkątów i na tym etapie myślałam już nawet o ich spruciu, bo żaden układ mi się nie podobał. Ale drugiego dnia, ułożyłam inaczej i przystąpiłam do ich zszywania (uff, trochę tego było). Jednak było warto, bo wersja ostateczna w pełni mnie zadowala i cieszy :-) 

Kilka razy pisałam na blog…
Najnowsze posty

Ciasto marchewkowe - z Mamą zrobione

Kilka tygodni temu projektantki z Klubu Twórczych Mam ogłosiły wyzwanie "Zrobione z Mamą - potrawy dla niejadka". A że mam w domu takowego, pomyślałam, że podzielę się moim sposobem na serwowanie marchewki i jeszcze jego samego w to zaangażuję (i to było poświęcenie z mojej strony, bo dzięki temu miałam do sprzątania pół kuchni).




Niestety, Chłopiec nie jest wielbicielem marchewki. Tą, którą dostaje w szkole, pokrojoną w grube plastry, wysuszoną i w ogóle nieatrakcyjną nawet dla mnie, przynosi nietkniętą. Na świeżo wyciskany sok z marchwi się krzywi, ale udaje mi się przemycić pewną jego ilość w soku pomarańczowym, który wypija ze smakiem. Jest jednak jeden produkt spożywczy, w którym marchewka smakuje cudownie .... Ciasto marchewkowe!

Ciasto marchewkowe zrobiliśmy według następującego przepisu*:
1,25 szklanki oleju
4 jaja
2 szklanki drobno startej marchewki 
2 szklanki mąki pszennej
2 szklanki cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki sody
2 łyżeczki cynamonu
orzechy, rodzy…

Nowa owca

Oto ona:


Nie mogłam się powstrzymać i narobiłam jej mnóstwo zdjęć...






A tu ze swoją starszą siostrą 



Obie owieczki zrobione według tutoriala z youtube
Owieczkę przygotowałam na prywatną wymiankę z Agnieszką (z bloga Na przekór nudzie ), którą poprosiłam o tacę ozdobioną decoupage. Piękna, nieprawdaż? Dostałam jeszcze piękną wycinankę i haftowaną xxx zakładkę.  

A już niebawem kolejna zabawka. Do zobaczenia!

Wkrótce Wielkanoc

Wiosna na Warmii rozkręca się powoli. Małe zielone listki, bociany i żurawie. W użyciu wciąż wełniany płaszcz i sztyblety.



A w domu kolorowo. Na gałązkach modrzewiowych obok szyszek jajka. Główny dostawca szydełkowego nabiału - moja zdolna Mama.  




Wesołych Świąt!


Sposób na niechciany sweter

Jeśli chodzi o ubrania, czasem podążam za mottem "zanim wyrzucisz, potniesz czy sprujesz, sprawdź, co może z tego wyjść"* wynik działania jest różny, i czasem zniechęca przed podejmowaniem kolejnych prób, a czasem obiecujący. Życie.

Jasny, bawełniany sweter w warkocze, leżał od dobrych dwóch sezonów w kącie na półce w mojej garderobie i czekał na przerobienie na poszewkę na poduszkę. Taką zimową, w klimacie skandynawskim. Sweter odłożyłam, bo przestałam darzyć go miłością, gdyż bezlitośnie przy nakładaniu ścierał mi z twarzy makeup. Golfem. I dusił. I jak tu kochać go dalej? (Zdjęcia kompletnego swetra straciłam wraz z kilkoma giga zdjęć z powodu awarii dysku, ale był to super typowy golf, wiec z łatwością sobie go wyobrażacie).

I już w przypływie weny wyjęłam go, rozłożyłam płasko na podłodze i chwyciłam za nożyczki. I ciach ciach ciach, wycięłam golf i ..... się zatrzymałam z myślą, że może jeszcze będzie nadawał się do noszenia, a poszewkę zawsze zdążę zrobić. 
Dekolt podłoż…

Urodziny bloga

Dokładnie 6 lat (!) temu opublikowałam drugi post na tym blogu i mimo, że intensywność publikowania postów przez te lata oraz ich tematyka była różna, nie żałuję ani jednego. Wczoraj sobie trochę powspominałam i przejrzałam posty. Była to swoista podróż sentymentalna. 
Gdy zaczynałam pisać, mój syn miał niewiele ponad trzy lata, dziś to już uczeń. Kiedyś różne rzeczy robiłam dla niego lub z nim, teraz on sam wymyśla i wykonuje różne rzeczy i pokazuje mi efekt swoich prac, na przykład maski przeciwgazowe o różnych konstrukcjach czy model domu w płomieniach (fascynacja strażą pożarną trwa). Czym zająć moje dziecko? Nożyczki, taśma klejąca, papier lub pudełko kartonowe i nie usłyszę od niego przez 2 godziny tak znienawidzonych niegdyś słów: "nudzę się, mamo".



 Ten rysunek Chłopiec wykonał na zajęcia pozalekcyjne i niestety na tych zajęciach go zostawił (bardzo go żałował, a my razem z nim).

W trakcie tych wszystkich lat odwiedzałam różne blogi i często były one dla mnie inspiracją…

Wiosenny przypływ sił

Po długim okresie marazmu i zniechęcenia do blogowania, poczyniłam kilka działań w moim otoczeniu wartych odnotowania i uwiecznienia. Wzorem blogerek wnętrzarskich, książki poukładałam kolorami na półkach, nie bacząc prawie na ich tematykę, zdjęłam z gałązek modrzewiowych gwiazdki i inne ozdoby świąteczne, a zawiesiłam ptaszki i motylka. Na fali przypływu energii, uporządkowałam też kilka szuflad, w tym jedną ze wszystkimi rzeczami, z którymi nigdy nie wiadomo co zrobić. Część z nich wylądowała w koszu. Wiosna w domu pełną gębą. 



Drzewko w doniczce to dzieło Ivalii tworzącej teraz piękne wianki << klik>>. Chustecznik na maszynie to z kolei prezent od Dory, a żółciutkie żonkile dostałam od moich panów z okazji Dnia Kobiet.
Wreszcie, zachciało mi się zabrać na spacer aparat i poszukać wiosny. Pierwsze zwiastuny znalazłam...


oraz rowerzystę :-)



Nic tak nie uszczęśliwia dziecka, jak proste przyjemności, na przykład huśtawka ze starego węża strażackiego, zawieszona na wielkim drz…

Follow by Email