Przejdź do głównej zawartości

detale


Gdy jestem w nowym miejscu po raz pierwszy, przyglądam się uważnie i staram się wszystko zapamiętać dokładnie. Zaglądam tu i tam, czuję, że mój mózg pracuje na najwyższych obrotach. Gdy jestem w miejscu dobrze znanym, idę przed siebie tonąc w myślach, nie rozglądam się, bo i po co? Już wszystko widziałam. Ale czy na pewno pamiętam? Jasne, że nie. Dlatego dziś zapraszam na wycieczkę po starówce Olsztyna. Bardzo subiektywną, i ... no tak, przyznaję, koncentrującą się tylko na niektórych detalach. Ale spokojnie, ciąg dalszy być może nastąpi.


Popatrzmy: do czego nawołuje ten obraz? On sobie stoi jak pan jakiś, a tu kobieta wiadra, zapewne ciężkie, nosi! Nic dziwnego, że nabawiła się skrzywienia kręgosłupa. Tak! Jestem za tym, żeby to On nosił ciężary, a ona swoją torebkę (ale może o tym innym razem).


Wbrew zwrotowi strzałki, apteka jest w tym budynku, na którym umieszczony jest ten szyld (?), a nie tam, gdzie wskazuje strzałka. Grot, to tylko ozdobnik.


Stragany z kwiatami stoją przez okrągły rok. Gdy po raz pierwszy je zobaczyłam, zamarzyło mi się, że kiedyś będę szła za rękę z ukochanym (to było marzenie nr 1) i on kupi mi kwiaty (marzenie nr 2), sam z siebie, romantycznie, i ja będę iść z tymi kwiatami w dłoni, miłością w sercu i uśmiechem na twarzy (marzenie nr 3).


Prawie jak warszawska ta syrenka, tylko w geście tryumfu wznosi w górę szczupaka (?).  Jeśli ktoś zna prawdziwą historię tej płaskorzyźby, proszę o komentarz. Podejrzewam, że kiedyś mieściła się  tu centrala rybna. Albo właścicielem kamienicy była żona rybaka.


Idziemy dalej, w stronę Łyny. Bardzo lubię te budynki.


Widok od strony rzeki. I wcale nie dlatego je lubię, że na parterze są puby i restauracje.


Powiecie: nic ciekawego. A ja lubię klimat tej małej uliczki.




Mimo ostrzeżenia, nie było ani śniegu ani sopli. A szkoda, bo chętnie zrobiłabym soplom zdjęcie.


No dobra. To już na starówce nie jest. Ale wpisuje mi się idealnie w temat posta. Na budynku szkoły podstawowej płaskorzeźba dziewczynki sypiącej kwiatki. Uwierzcie mi, od 10 lat chodzę pod tą szkołą codziennie i dopiero dzisiaj przyjrzałam się tej dziewczynce. Bystrzacha ze mnie ;-)

Wymęczyłam Was trochę tą wycieczką? To zapraszam na kawkę i ciastko. Na starówce, ma się rozumieć.  Do House Cafe. Wnętrze ciekawe, dzieci mile widziane.


Książkę można poczytać (są w lokalu) albo pograć w kółko i krzyżyk (na przykład).




Tak, ten na zdjęciu to zwycięzca!

I jak? Podobało się? Wybierzecie się jeszcze kiedyś ze mną na wycieczkę?

Komentarze

  1. Mnie się podobało i to bardzo:)
    Ja też tak mam, że w nowym miejscu zwracam uwagę na wszystko. Chociaż w miejscach dobrze mi znanych też czasami odkrywam detale, których wcześniej nie zauważałam. W Olsztynie nigdy nie byłam, muszę to nadrobić...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach... to była wycieczka sentymentalna. Niektóre uliczki to też były moje ulubione miejsca, z którymi wiąże się wiele wspomnień. A niektóre mamy wspólne:)) A jak czytam Twojego bloga okazuje się,że także wspólne pasje.Moja Droga Maneruki:))Jak miło odnaleźć Cię w sieci i poczytać co tam u Ciebie. Obiecuje odezwać się mejlowo i napisać więcej. Pozdrawiam serdecznie
    magda ( sąsiadka z pokoju na przeciwko w tym samym segmencie:))swego czasu)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zawsze po publikacji posta z niecierpliwością czekam na Wasze komentarze. Daj mi proszę znać, co sądzisz o tym, o czym piszę...

Popularne posty z tego bloga

Jak zmniejszyć dekolt bluzki i dopasować spodnie w pasie

Podsumowanie wyzwania 10 x 10 jesień

Granny squares połączone i wygrana w candy