sobota, 31 marca 2012

Kulinarnie na czerwono

Mam takie dni, gdy gotowanie jest moją pasją (choć nie zdarzają się one częściej niż raz na dwa tygodnie ;-) Wtedy zamiast gotować z pamięci, szukam nowych przepisów w książkach i w internecie. A czasem inspiracją jest jakiś produkt, który znajdę w sklepie. I tak właśnie było z karmazynami. Sklep rybny odwiedzam od czasu do czasu (teraz częściej niż jeszcze rok temu), ale zamrożone karmazyny spotkałam po raz pierwszy. Po konsultacji, z Panią Sprzedawczynią, w kwestii ilości ości - wzięłam. Po rozmrożeniu zaczęłam je skrobać i okazało się, że usunięcie łusek jest dużo trudniejsze niż np. ze pstrąga. Przy ich usuwaniu dodatkowo trzeba uważać na kolce na grzbiecie, które są bardzo ostre.


Po przygotowaniu rybek zawinęłam je w folię aluminiową razem z pietruszką, ząbkiem czosnku i łyżką masła i upiekłam w piekarniku. Po upieczeniu okazało się, że mięso tej ryby jest białe, o zwartej konsystencji, chude i bardzo małą ilością ości. Mi smakowało, mężowi nie. "Ta ryba nadaje się do akwarium, nie na kolację"-orzekł.



drugim eksperymentem kulinarnym minionego tygodnia była zupa krem marchewkowo-porowa. Zachęcona przez panią la môme sięgnęłam do przepisu ze strony www.kwestiasmaku.com. Chociaż nie jestem fanką gotowanej marchewki, zupa wyszła smakowita. Polecam!




czwartek, 29 marca 2012

Kwiatek w brązach

Mamasia, która podała prawidłową odpowiedź na moją zagadkę walentynkową, napisała, że jej ulubionymi kolorami są szarości i brązy. Zrobienie filcowej broszki w szarościach zakończyło się klęską (o czym pisałam tu), a i  zrobienie kwiatka w brązach okazało się niemałym wyzwaniem. Same oceńcie jak sobie z tym poradziłam.
 



Mój mąż nazwał tą broszkę "meduza" ;-)

Bardzo dziękuję za cudowne, motywujące komentarze pod postami o Olsztynie. Ciąg dalszy wycieczki po Olsztynie (w tym po Kortowie) na pewno nastąpi.

poniedziałek, 26 marca 2012

OK czyli ....

Olsztyn Kocham. Takie nalepki można zobaczyć na niektórych samochodach mknących po ulicach miasta. Moje uczucie do tego miasta, jakby nie było to jednak nie rodzinnego, nie jest aż tak intensywne. Początkowo, przez 5 lat studiów, interesowała mnie szczególnie jedna dzielnica - Kortowo, a na Starym Mieście bywałam sporadycznie. Potem się wyprowadziłam i gdy po dwóch latach powróciłam do Olsztyna, w ogóle mi się nie podobał. Od tamtej chwili minęło jednak sporo czasu... i polubiłam to miasto. A ostatnio, jak widzicie, zwracam na nie szczególną uwagę. Dlatego znowu dziś to Olsztyn będzie bohaterem posta.    

Widok na Zamek od strony Ratusza 


Pod tymi kamienicami znajdują się stragany kwiaciarek 
Detale fasady Starego Ratusza, pełniącego obecnie funkcję biblioteki

Dawne kino Awangarda
Kino Awangarda było starym kinem z duszą. Panował tam lekki zaduch, fotele były stare i skrzypiące. Uwielbiałam jego klimat. Obejrzałam tam m.in. Pasję. Długo walczyło z nowoczesnym kinem sieciowym zlokalizowanym w nieodległym centrum handlowym, ale w zeszłym roku zostało zamknięte.



Na parterze tej i sąsiednich kamienic są sklepy i lokale. Przechodziłam obok niej wiele razy patrząc się na wystawy i dopiero w dniu, w którym zrobiłam to zdjęcie, zobaczyłam na szczycie tą "lampę Aladyna".


Kamienice patrzą na Scenę Staromiejską, która latem ożywa. Dla odmiany wraz z nadejściem ciepłych dni znikają te licznie występujące na zdjęciu samochody, bo wtedy zaczyna obowiązywać na Starym Mieście zakaz parkowania wokół rynku.


Wejście do zamku. Po prawej stronie siedzi wtopiony w tło Mikołaj Kopernik. Jeszcze siedzi samotnie, ale są dni gdy nie ma tyle spokoju, bo ludzie wdrapują mu się na kolana i głaszczą po .... globusie, który trzyma w dłoni.




Widok na Ratusz z Targu Rybnego


W tej kamienicy przy Targu Rybnym jest pub. Jak się dobrze przyjrzycie to zobaczycie, że wchodzi się do niego przez angielską budkę telefoniczną.

Targ Rybny
Jeszcze spokojnie i pusto. Ale za kilka tygodni zapełni się ten plac ogródkami piwnymi i gwarem. Czasem nawet wyrasta tu scena.

Cały czas nie wyczerpałam tematu. Spodziewajcie się więc kolejnych zdjęć z Olsztyna w przyszłości.

piątek, 23 marca 2012

Jedna ulica i ...

... jej najbliższa okolica. Zapraszam na ulicę Dąbrowszczaków w Olsztynie. Ulica to nie byle jaka, bo w centrum, ale nie na "Starówce". Organizowane jest nawet święto ulicy Dąbrowszczaków. Przy okazji tego święta w zeszłym roku poznałam "w realu" autorkę bloga pracownia-filcer. I dodam, że było to bardzo miłe spotkanie.

Proszę Państwa, idziemy od strony ulicy Partyzantów (czyli od Dworca) w kierunku Alei Piłusdskiego (czyli jakbyśmy szli na Stare Miasto).













Kamienica Naujacka

Kamienica Naujacka jest siedzibą Miejskiego Ośrodka Kultury i wielką chlubą miasta. Tu widok od szczytu, a jak wygląda od frontu możecie zobaczyć na przykład tu .

Dopiero niedawno zaczęłam zwracać uwagę drzwi w budynkach. Oto najciekawsze jakie zobaczyłam:





I na koniec (jesteście jeszcze ze mną na tej wycieczce?) dowody na to, że na ulicy Dąbrowszczaków jest światowo:

oczywiście światowa jest nazwa kawiarni


Niestety, wciąż jeszcze są też budynki, których świetność już minęła... ciągle czekają na renowację.


czwartek, 22 marca 2012

TUSAL - cz. 3


Ile nitek każdy widzi. A mnie się widzi, że tempo ich przybywania niestety nie wzrośnie, zwłasza przy takich przyjemnych okolicznościach przyrody. Dzisiejsze popołudnie spędziliśmy z Chłopcem na poszukiwaniu wiosny w mieście. Oto co znaleźliśmy:



A o pozostałych znaleziskach innym razem!

poniedziałek, 19 marca 2012

El corazon

Po dłuższej przerwie od xxx wróciłam do mojej robótki-niepodzianki. Jeszcze ją mogę pokazać w całości, ale już niebawem będę pokazywać tylko nowopowstałe elementy, żeby nie zepsuć niespodzianki właśnie ;-)




Wstyd się przyznać (oblewam się teraz rumieńcem wstydu), ale na obrazku SAL-owym brak większych postępów. Nie radzę sobie po prostu z dwiema robótkami na raz. Ale jak tylko skończę niespodziankę - to zobaczycie - ruszę z kubeczkami jak z kopyta!

sobota, 17 marca 2012

A osobą, która wygrała w moim candy jest......


losy przygotowane


maszyna losująca - w tej roli ponownie, bo się sprawdza doskonale, małż.

A osobą, która miała szczęście w losowaniu jest:


o.m. serdecznie Ci gratuluję wygranej i czekam na Twój adres.
Dziękuję wszystkim za udział w zabawie i zapraszam na kolejne candy, które niebawem. Dziękuję Wam też za komentarze, a przede wszystkim za odwiedzanie mojego miejsca w sieci. Muszę podzielić się z Wami refleksją, że ten rok blogowania minął mi bardzo szybko, zwłaszcza od kiedy odkryłam zabawy typu candy. Od candy do candy i ani się człowiek nie obejrzy, a mijają kolejne miesiące.  A oglądanie Waszych blogów, to już mój nałóg...

piątek, 16 marca 2012

cudności

Odczuwam silnie przesilenie wiosenne. Jestem ociężała, zmęczona i niezbyt mi się chce. Na szczęście innym chce się bardziej. Cohenna zaproponowała mi wymiankę, nie wymagającą ode mnie zbyt wiele kreatywności. Co jej wysłałam możecie zobaczyć na jej blogu. Tu pochwalę się tym, co dostałam od tej utalentowanej dziewczyny.

Komplet biżuterii frywolitkowej - pierwszy w mojej kolekcji!




Zakładka, też frywolitkowa. Przy okazji możecie zobaczyć, co teraz czytam ;-) chociaż określenie teraz obejmuje w tym przypadku baaaaaardzo długi okres czasu.




Jajka. Piękne! Zobaczcie sami:



Jajka wykorzystam do stroika świątecznego, ale jeszcze zastanawiam się jak. Może na patyczki?
 Cohenno, bardzo Ci dziękuję za śliczne prezenty i za herbatki! Pobudzenie i energia to zdecydowanie to czego mi teraz brakuje ;-)

A na koniec życzę Wam udanego weekendu i przypominam, że do północy trwają zapisy na moje candy. Losowanie odbędzie się, prawdopodobnie, w niedzielę.

czwartek, 8 marca 2012

Dzień kobiet

Nie sposób nie pochwalić się prezentem, a zwłaszcza życzeniami od Chłopca. Oto prezent:


Słowa z jakimi mi go wręczono: "Mamo, życzę Ci zdrowia i żebyś się mnie słuchała".
Obok kwiatuszka prezent od Mężczyzny. Z nieco innym przesłaniem - bo która z nas nie chciałaby być boginią! Jednak mówiąc serio - dla mnie to wspaniały prezent, bo jak wspominałam - uwielbiam Nigellę. W tej książce zawarte są przepisy na wypieki, a ze wszystkich prac kuchennych najbardziej lubię właśnie pieczenie ciast.


Troszkę sobie ostatnio pofilcowałam i doszłam do wniosku, że jest z tym u mnie tak samo jak z gotowaniem dla gości. Gdy gotuję tak po prostu dla domowników raz wyjdzie lepiej, raz gorzej, ale generalnie jestem zadowolona. Ale kiedy zapraszam gości, staje się to dużo trudniejsze i często nie jestem do końca z efektu zadowolona. Co to ma wspólnego z filcowaniem i dlaczego w tym miejscu o tym opowiadam? Próbowałam stworzyć broszkę w szarościach dla mamasi, która podała prawidłową odpowiedź w mojej zagadce walentynkowej. Tak się pastwiłam nad czesanką, a później nad niedoszłym kwiatkiem, że w końcu nic z niego nie zostało. Aby ukoić frustrację ufilcowałam białoszarego kwiatka. Na razie wygląda tak, ale chyba jeszcze go doprawię, koralikami, może. Kolejną próbę ufilcowania broszki dla mamasi podejmę niebawem ;-)



Drogie Kobietki, życzę Wam udanego wieczoru Święta Kobiet!