poniedziałek, 30 lipca 2012

Łezki

Nie mogę nie pochwalić się wygranym candy na blogu pracownia filcer. Dostałam od Ani czerwone łezki, na punkcie których zupełnie zwariowałam (ze szczęścia!) i piękną kulę. Z resztą zobaczcie same...



Aniu, serdecznie Ci dziękuję za te wspaniałe prezenty!

niedziela, 29 lipca 2012

Niespodzianka

Nigdy nie miałam pajaca wyskakującego z pudełka. Ale czy to naprawdę taka duża niespodzianka?


*
Oklejenie pudełka kolorowym papierem sprawiło mi więcej kłopotu niż się spodziewałam...

sobota, 28 lipca 2012

Zawody balonowe i niespotykane widoki

Dzisiaj rano Chłopiec wrzasnął: "Pobudka! Zobacz! Trzeba już wstawać!" Na równe nogi poderwał go widok balonów przepływających po niebie tuż obok naszego bloku.







A wczoraj wieczorem też mieliśmy co oglądać.



Miłej soboty!

piątek, 27 lipca 2012

Noc w mieście

Uwielbiam lato za wiele rzeczy. Jedną z nich są ciepłe noce.


Fot. T.K. (małż)


A może ktoś jest zainteresowany kupnem kawalerki w centrum Olsztyna, oferującej takie widoki?

poniedziałek, 23 lipca 2012

Olsztynek

Na początku maja, kiedy wydawało się, że przed nami długie i gorące lato, wybraliśmy się do Muzeum Etnograficznego w Olsztynku. Byłam tam już kilka razy i bardzo lubię to miejsce. Chociaż nie zamieniłabym swojego mieszkania na chałupę bez bieżącej wody (a wiem co piszę, bo moi dziadkowie, u których spędzałam wakacje, właśnie taki dom posiadali), lubię cofać się myślami do czasów, gdy ludzie żyli prosto, w rytmie wyznaczanym przez pory roku.

wnętrze kościółka






 
Uwielbiam zwiedzać skanseny. Często znajduję w nich przedmioty, które znam z domu moich dziadków. Dobrze pamiętam jak Babcia używała kołowrotka czy magla przypominającego wałek do ciasta. Większość lub nawet wszystkie tradycyjne przedmioty Dziadek przekazał do skansenu w Nowogrodzie. Teraz mogą je oglądać wszyscy, których interesuje historia.

sobota, 21 lipca 2012

W rezerwie


Gdy nie mam ochoty na gotowanie, pomysłu na obiad lub po prostu czasu, lubię mieć dania "prawie gotowe" w rezerwie - w zamrażalniku. Daniem, które się do tego nadaje całkiem nieźle jest chilli con carne. Przepis na nie znalazłam dawno temu w sieci. Nie trzymam go się restrykcyjnie. Zamiast wołowiny często używam mięsa drobiowego, nie używam Vegety ani innej przyprawy instant, dorzucam kukurydzę, a naleśniki udają tortille. Często też zamiast zawijać chilli w tortille, serwuję je z ryżem, kaszą jęczmienną lub makaronem.

 
Przepis oryginalny (bardzo przepraszam autora, ale pamiętam tylko, że przepis znalazłam w internecie....) z lekką modyfikacją własną (styl i ilość składników):
Pokroić i zeszklić cebulę (2 szt), dodać do niej mielone mięso (30-50 dkg), które podczas smażenia powinno się rozdrabniać widelcem na małe kawałki. Smażyć aż zrobi się szare. W pół szklanki wody rozpuścić vegetę i wlać do mięsa z cebulą. Dusić 10 minut. Dorzucić pokrojone pomidory (2-3 szt) (lub pomidory z 1 puszki), przyprawy (sól, pieprz, paprykę ostrą lub tabasco) czerwoną fasolkę z puszki (po uprzednim odsączeniu z zalewy), czosnek przeciśnięty przez praskę. Dodać trochę koncentratu pomidorowego. Całość ma być dość gęsta.     

Z pewnością nie jest to typowo letnie danie i nie miałabym na nie ochoty w upał. Ale na chłodniejsze dni - polecam.

czwartek, 19 lipca 2012

TUSAL 2012 - cz. 7

Czas odmierzam prezentacją słoika z resztkami. O znowu minął miesiąc...

Nie, nie byliśmy ostatnio w Gdyni, a szkoda. Statek w butelce Chłopiec dostał w prezencie.

Dopadł mnie robótkowy zastój. Z zazdrością i podziwem patrzę na Wasze postępy, przegryzając to muffinkę, to ciastko francuskie z jabłuszkiem...




środa, 18 lipca 2012

Marzenie

Tak mi się zamarzyło na wiosnę, żeby mieć splisowaną spódnicę. I oto moje marzenie się spełniło. Takie małe, tekstylne. Drobiazg, a cieszy. Na spełnienie poważniejszych marzeń jeszcze czekam.


Dawno temu plisowane spódnice szyła dla mnie Babcia, która uważała, że w szafie dziewczynki w wieku szkolnym są niezbędne. Jedną nosiłam jeszcze na początku liceum. Potem uznałam, że jest za długa, a jak ją już samodzielnie skróciłam, to w ogóle przestałam ją nosić... Zakładając mój nowy nabytek myślę o mojej Babci, że miała rację. Kobieta musi mieć w szafie plisowaną spódnicę i już!

niedziela, 15 lipca 2012

W obiektywie

Poranek w obiektywie Chłopca wygląda tak:


Dodam tylko, że są to pierwsze zdjęcia, jakie zrobił Chłopiec ;-)

sobota, 14 lipca 2012

Na szaro

Z resztek szarego Zpagetti udziałam serduszko. Sposób jego wykonania znalazłam na blogu Uli  Sen Mai. Jeśli jeszcze tam nie byłyście to musicie koniecznie to nadrobić ;-)
Szare serce wyszło całkiem pokaźne, a ja się zastanawiam jak je wykorzystać.... może jako aplikację na poszewkę poduszki? a może jako dekorację naścienną? Macie jakieś pomysły?


Kwiatuszek to taka wprawka. Robiony bez wzoru. I na jego wykorzystanie też jeszcze nie mam pomysłu.


Może tak?


Pozdrawiam i życzę Wam słonecznej niedzieli.  

piątek, 13 lipca 2012

Kokarda

Lubię tą bluzkę, za jej kolor i kokardę na plecach. Na nie-upalne letnie dni, by poczuć się choć odrobinę wyjątkowo. Na dobry humor.


wtorek, 10 lipca 2012

Na ulicy

24.06.2012 odbyło się kolejne święto ulicy Dąbrowszczaków w Olsztynie. Moim zdaniem impreza z roku na rok się rozwija. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Nawet Chłopiec. Zdjęcia robione na początku imprezy około południa.


Medal z gliny pękł na pół drugiego dnia, a zalanie go zbyt dużą ilością wody spowodowało wyprodukowanie błota...

poniedziałek, 9 lipca 2012

Tradycjonalista

Miało być odważnie. Awangardowo. O tak:



Ale w rezultacie Chłopiec-tradycjonalista poprosił o to, by wszystkie włosy były równo przycięte. Żadnego szaleństwa we fryzurze. Zupełnie jak mamusia...

niedziela, 8 lipca 2012

sobota, 7 lipca 2012

Laurka

Żeby zająć chłopca mówię mu, że MUSIMY zrobić laurkę dla Dziadka, który miał imieniny. Robię miejsce na kuchennym stole, wybieramy zieloną kartkę. Technikę wybiera sam. Ciastolina. Robi, a ja mogę zająć się obiadem. Laurka powstała, ale dziadek jej nie otrzymał. Nietrwała była. Dziadku - ta wirtualna laurka - dla Ciebie. Od wnuczka.

Te białe to kwiaty.... tak przynajmniej twierdził autor.

piątek, 6 lipca 2012

Zpagetti



Zpagetti jest dla tych, którzy:
- lubią duże formy,
- sztukę użytkową,
- czerpią satysfakcję z tego, że robótki szybko przybywa,
- mają w domu dzieci.


Zpagetti zdecydowanie jest dla mnie. Ale pewnie bym się na nie nie skusiła, gdybym nie wygrała go w candy ;-) bo nie miałam dużego szydełka i palącej potrzeby, by spróbować pracy z tym materiałem. Mało tego, nawet sam materiał wyobrażałam sobie inaczej, przez pryzmat moich wcześniejszych doświadczeń, myślałam, że to taka gruba włóczka, a nie dzianina. 

Pierwsza próba została spruta, bo nie podobał mi się zbyt duży otwór, od którego rozpoczęłam robótkę.



Po spruciu - robótkę rozpoczęłam od początku i robiłam ją jak beret, oczka dobierając na "oko". Potem "beret" wypchałam poduchą ubraną w kolorystycznie dobraną bluzkę, której nie nosiłam (czytaj poszewkę) i voila!


Poduszka, która jest w środku nie jest okrągła. Stąd pewne niedoskonałości kształtu. Może kiedyś nad tym popracuję... Radość z takiej wielkiej poduchy, która może być też pufą, ogromna. A najbardziej cieszył się z niej Chłopiec. Chłopiec też pierwszy ją wypróbował - uwierzcie mi,  na przeróżne sposoby. Przetrwała.



 Turkusowy "motek" jeszcze nie spożytkowany. Zastanawiam się, czy "pójść" w poduchy czy może koszyk wydziergać?

Za każde odwiedziny i za każdy komentarz - dziękuję! Te kwiatki - dla Was!