środa, 28 listopada 2012

Ciężkie noce

Po ponad czteroletnim spaniu z Chłopcem w jednym łóżku - powiedziałam dość i uczę go spać samodzielnie.

Poniedziałek wieczorem:
- Kochanie śpij w swoim łóżeczku i proszę Cię nie przychodź do mnie w nocy, dobrze?
- Ale mamo! Co jeśli się będę bał?
- Nie bój się, nie ma czego, przecież jesteśmy tu obok.

Około 22 telefon. Numer nieznany. Po odebraniu automat informuje mnie, że rozmowa odbędzie się na mój koszt.  Czym prędzej oodrzucam połączenie.  Małż zły, bo telefon go zbudził.

Wtorek rano - Chłopca budzę w jego własnym łóżku. Rozpiera mnie zadowolenie, że się udało.

Wtorek wieczorem:
- Kochanie śpij w swoim łóżeczku i proszę Cię nie przychodź do mnie w nocy, dobrze?
- Ale mamo! Co jeśli się będę bał?
- Masz tu swojego pieska, jak się obudzisz to przytul się się do niego i śpij dalej. Dobranoc.

Po 3 minutach:
- Mamo, nie mogę zasnąć!
- Leż spokojnie to zaśniesz....

Po kolejnych 3 minutach:
- Ale mamo, nie mogę zasnąć
- Nic nie mów to zaśniesz....

Po kolejnych 3 minutach:
- Mamo, nie mogę zasnąć!
- ....... [cisza]
- Mamo, nie mogę zasnąć!
Ja dalej nic. Wreszcie przestał się odzywać.

W nocy słyszę kroki. Otwieram oczy. Chłopiec nachyla się nade mną i mówi, że chce mu się pić. Idziemy do kuchni. Jest 2:10. Daję mu wodę. Woda o temperaturze jest za zima. Chłopiec chce ciepłą. Podgrzewam. On pije. Odprowadzam do łóżka. Utulam do snu.
Nieco później. Znowu kroki. Chłopiec się nachyla nade mną.
- Mamo, chcę jeszcze pić.
- Idź do kuchni, na stole stoi twój kubeczek i się na pij, a potem wracaj do łóżka i śpij.
Słyszę pstryknięcie. Wnioskuję, że włączył sobie światło. Nie słyszę drugiego pstryknięcia sugerującego zgaszenie światła. Nie otwieram oczu. Chcę spać. Słyszę znowu Chłopca, szepcącego mi do ucha.
- Już!
- To zgaś światło i idź spać.
Po chwili:
- Szukałem, ale nigdzie nie ma światła...
- To dobrze. To idź do swojego łóżeczka spać. (wiem, wiem, powinnam go odprowadzić, ale nie miałam siły)

Po dłuższej chwili Chłopiec znowu pojawia się przy moim łóżku, tym razem w ręku trzymając pluszowego psa, którego nazywa Rudy (bo mylą mu się nazwy psa i czołgu z Czterech Pancernych).
Ja zrezygnowana przesuwam się i wpuszczam go do łóżka. Długo się wierci, ale nic nie mówi i wreszcie zasypiamy.

Jakiś czas później, nadal jest noc, Chłopic zdenerwowany opowiada mi prawie łkając swój sen.
- Mamo, byliśmy na zakupach. Ja oglądałem zabawkę, a jak się odwróciłem to ciebie już nie było. Zgubiłem się, buuuuuuu
- Słoneczko, to tylko zły sen. Nie zgubiłeś się, śpijmy.....
Zasypiamy, choć ja mam wrażenie, że bardzo płytko, bo albo Małż mnie przygniata ręką (ciężka jest i ciężko mi się oddycha), albo Chłopiec napiera na mnie nogami.

Wreszcie 6:00. Ja nic. Nie mogę się podnieść. 6:20 wstaję. Zła jak osa. Oczy napuchnięte. Chłopiec śpi jak zabity do 7:10. Budzę go i na wpół śpiącego ubieram, przelewa mi się przez palce.... Jedziemy do przedszkola.
A jak mocno spał mój Małż? Dość mocno - z nocnych działań miał świadomość tylko opowieści Chłopca o złym śnie.... I jak tu nie zazdrościć?

A to najdziwniejsza rzecz z jaką zasnął Chłopiec.... rura.

Dobranoc!




wtorek, 27 listopada 2012

Podróżuję

przez świat odwiedzając blogi. Moje najnowsze "odkrycie" to polecony przez Ulę blog fotografa Therona Humphrey'a Maddie on things . Na uwagę zasługuje niebywała pomysłowość aranżacji zdjęć i super cierpliwy pies.

http://maddieonthings.com/page/14
Nevada, USA

http://maddieonthings.com/page/16
Utah, USA
http://maddieonthings.com/page/17
Idaho, USA
http://maddieonthings.com/page/19
Nebraska, USA
http://maddieonthings.com/page/22
Texas, USA
Więcej na blogu: http://maddieonthings.com.

wtorek, 20 listopada 2012

Sweter de luxe czyli jak ozdobić ubranie

Z kursu cohenny <znajdziecie go TU> nauczyłam się robić wachlarze. Można ten wzór wykorzystać do wykonania zakładki, ale prawdę powiedziawszy dzierga się go tak przyjemnie, że czułam niedosyt po wykonaniu tylko siedmiu segmentów. Pomyślałam, że można by użyć tak wykonanej koronki do ozdobienia odzieży.


Wybór padł na rozpinany sweterek w jasnobeżowym kolorze, a zdecydowała o nim mała plamka na ściągaczu, którą chciałam pod koronką ukryć.


Najmniej wdzięczną pracą było przyszycie koronki do sweterka, bo trzeba było to zrobić w taki sposób, żeby ściągacz nadal był w pewnym stopniu elastyczny.
A oto efekt:


* tytuł posta oczywiście to żart ;-)

piątek, 16 listopada 2012

W podziękowaniu

blogowej koleżance wysłałam ptaszki.



Nie wiem tylko czy dotarły, czy podróż ich nie zamęczyła i, to chyba najważniejsze, czy wywołały uśmiech na buzi ;-)
***
Dziękuję za odwiedziny i komentarze. Życzę Wam udanego weekendu! 

czwartek, 15 listopada 2012

Prawdziwa historia

Nasz wieczorny rytuał wygląda tak, że Chłopiec się kąpie, kładzie do łóżka, ogląda Pingwiny z Madagaskaru (w towarzystwie taty i, często chociaż nie zawsze, mamy), potem słucha bajki czytanej przez rodzica, a na końcu, jeśli tym rodzicem jestem ja - życzy sobie opowiedzenia prawdziwej historii.

W moim repertuarze są następujące historie z życia wzięte:
1. Jak do naszego bloku przyjechała straż pożarna, bo sąsiad wstawił do odgrzania obiad i zasnął
2. Jak  zapomniałam wsypać proszku do prania do pralki i nastawiłam pranie
3. Jak będąc małą dziewczynką rozcięłam sobie brodę uderzając w parkiet
4. Jak odwiedzając przyszywaną ciocię poszłam nie do tej klatki
5. Jak wpadłam do wanny wypełnionej wodą, w której mama płukała pranie
6. Jak hodowałam w słoiku ślimaki i one rozlazły się po całej firance w dużym pokoju
7. Jak ciocia Aga dała dyla z przedszkola (i to dwa razy!)

Ale ostatnio byłam wieczorem tak zmęczona, że na żądanie prawdziwej historii powiedziałam, że nie mam siły. Wtedy Chłopiec stwierdził, że w takim razie to on mi opowie.
- Wiesz? Pewnego razu jadłem lizaka. I wiesz? Patrzę! O! jaki samolot! Taki wielki!
Pochwaliłam opowieść i Chłopiec zasnął. Następnego dnia po południu mówię do niego, że bardzo mi się podobała jego prawdziwa opowieść. A on do mnie:
- Jaka?
To mu opowiedziałam. Na to chłopiec:
- I co było dalej?


A ja nie wiem, co było dalej...



niedziela, 11 listopada 2012

Podczas gdy...

ja krzyżykuję (na przykład coś takiego:

Chłopiec wytwarza bałagan:


* miałam zamiar wziąć udział w listopadowym wyzwaniu fotograficznym na blogu Sen Mai, i na potrzeby tegoż wyzwania pstryknęłam tą fotkę. Ale jednak nie wzięłam udziału...

***
Bardzo dziękuję Wam za odwiedziny na moim blogu, mimo mojej osłabionej aktywności blogowej!

poniedziałek, 5 listopada 2012

We wnętrzu

torebki, rano w piątek 26.10. kryły się:
czapka niemowlęca (która trafiła do mnie przypadkiem i teraz ją noszę ze sobą w celu oddania), para rękawiczek, chusta, notes/kalendarz, portfel, telefony, przenośna apteczka, mleko zagęszczone niesłodzone*, faktura za gaz (na szczęście opłacona), chusteczki higieniczne, zestaw długopisów (zawsze mi się gdzieś ukrywają w torebce i podejrzewam, że nie mam żadnego - a tu proszę! jaka kolekcja), płócienna torba na zakupy, napój dla dziecka**, chałwa dla malża*** i wafelek dla mnie****, klucze, papiery różne, w tym awizo na dawno odebraną przesyłkę, dwa ziarna, dokumenty w okładce, błyszczyk, pendrive i gumka do włosów.

W torebce też znajdowały się: pomięte paragony, opakowanie po kinder bueno, gumach rozpuszczalnych, mało używane (ale jednak) stłamszone chusteczki. Wyrzuciłam to wszystko nie uwieczniając na zdjęciu, ze względu na wątpliwą fotogeniczność.

A czemu w ogóle to zbiorowisko sfotografowałam? W odpowiedzi na akcję ogłoszoną na blogu zielone buty.  TU <klik>  możecie zobaczyć, co kryło się w innych torebkach.    

*produkty spożywcze takie jak mleko występują w torebce okresowo - to znaczy nie dłużej niż 18h - robiąc po południu zakupy pakuję je do torebki, żeby nie zapomnieć zabrać do pracy.
** napój występuje zwykle jeszcze krócej niż mleko, zazwyczaj do 2h
*** szczerze się zdziwiłam obecnością tej chałwy, bo myślałam że małż sobie ją zabrał. Nieco pomięta już była, ale na smaku nie straciła ;-)
**** lubię mieć coś słodkiego pod ręką ;-) zwłaszcza w pracy.

Gdzie się to wszystko mieściło? W TEJ torebce.