Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2017

Co przyniósł mi 2017 rok

Zaczęłam się ostatnio zastanawiać, skąd to moje umiłowanie do blogów i zdałam sobie sprawę, że zawsze interesowało mnie życie, jakie prowadzą inni ludzie. I nie chodzi tu o życie osób na świeczniku, celebrytów, polityków czy znanych aktorów, ale o tzw. "zwykłych" ludzi. Gdy mieszkając w akademiku na studiach (w drugiej połowie lat 90-tych, a więc w czasach, gdy ludzie nie dzielili się tak powszechnie swoim życiem w mediach społecznościowych, z prostego powodu, bo tych mediów jeszcze nie było :-), chodziłam na spacer po pobliskim osiedlu domków jednorodzinnych i próbowałam odgadnąć, co się w nich dzieje. Światło zapalone w pokoju na niskim parterze - w wynajętym pokoju student/studentka piszą sprawozdanie z ćwiczeń albo uczą się do  kolokwium; światło w kuchni lub salonie - rodzina gospodarzy je kolację czy ogląda wiadomości. Myślałam o tym, jakie mogą mieć te osoby radości i jakie zmartwienia i wydawało mi się to takie niesamowite, że każda osoba ma swoją historię, swój baga…

Ho ho ho

Chyba bardziej z obowiązku niż szczerej chęci wczoraj poszłam po pochowane pudła z ozdobami świątecznymi. Chłopiec skręcił choinkę i poodginał jej skulone, sztuczne, gałązki. Wspólnymi, męskimi siłami z Małżem ustroili choinkę ("a lampki to kiedy?"). Tu i ówdzie Chłopiec porozstawiał ozdoby: kule ze śniegiem, mikołaja na sankach, świeczki. W pudle zostało nam jeszcze wiele ozdób, może ich kolej na wystawienie przyjdzie w przyszłym roku. 
Prawie wszystko gotowe. Święta. Nie chcę magii, już w nią nie wierzę. Chcę świąt wesołych, zdrowych i w rodzinnym gronie. Chcę radości na twarzy dziecka, nie rozczarowania. Chcę żeby doceniał czas i zaangażowanie bliskich, a nie tylko dobra materialne. Jeśli jeszcze nie teraz, to chociaż w przyszłości. Robię co mogę, żeby tak było.
  Poza kilkoma włóczkowymi gwiazdkami (z których znakomitą większość rozdałam), nie robiłam żadnych nowych dekoracji. Piękną bombkę, według własnego pomysłu, i z moją bardzo niewielką pomocą, zrobił Chłopiec. St…

Kolejna spódnica z sukienki

- Ale jak to? - zapytacie - znowu? Czy ty nie lubisz sukienek i dlatego bezlitośnie je tniesz?
- Lubię - odpowiem i potwierdzą to koleżanki z pracy oraz mąż (-Nosi je bardzo często - powiedzą).


 Akurat z tą sukienką było tak, że mnie zachwyciła. Nie dałam się jednak ponieść fali zachwytu i nie pobiegałam do kasy, a zamiast tego udałam się spokojnie do przymierzalni. "Kurczę, pasuje. Jak na mnie. Idealna na wesele. Biorę" - tak mniej więcej przebiegał mój wewnętrzny dialog.


 Latem byłam na dwóch weselach i na żadnym nie zdecydowałam się wystąpić w tej sukience. Rant się wywijał, fiszbiny wbijały się nieco w żebra i czułam się w niej źle ubrana i blada. Cóż, bywa. Nadal jednak podobała mi się i myślałam o niej w kontekście jesienno-zimowych stylizacji (hehehe, wiem, że słowo "stylizacji" używam tu na wyrost ;-).
Szastu-prastu, nożyczki w ruch i z sukienki mam spódnicę.  I uwielbiam ją. Za kolor, wzór kwiatów na ciemnozielono-czarnym tle, formę, długość i kieszenie.