Przejdź do głównej zawartości

Czerwony rower

Jestem posiadaczką czerwonego roweru. Stoi sobie nieużywany już kilka sezonów. Nie wiem, czy to dlatego czy nie, szukając książki w bibliotece wybrałam właśnie "Czerwony rower" Antoniny Kozłowskiej. Może dlatego, że lubię czytać książki rodaków. Chociaż książki autorów innych nacji też lubię.
Książka opowiada historię dorastania trzech koleżanek w latach osiemdziesiątych i chociażby z tego powodu przyjemnie mi było przypomnieć sobie atmosferę tamtych lat, bo jestem tylko trochę młodsza od bohaterek. Tytuły rozdziałów to jednocześnie tytuły hitów tamtych lat, które pamiętam doskonale ;-)   


Jedno tylko baaaaardzo mi się nie spodobało. Mianowicie taki mały fragmencik na temat wieku kobiety. Myślę, że już mocno nieaktualny (trochę to dziwne, bo książka wydana w 2008 roku, czyli całkiem młoda).

"Gośka postanowiła wyprawić urodziny. Pretekstem miała być okrągła liczba. Jeden z tych rytuałów, które pielęgnujemy, żeby odsunąć myśl o przemijaniu. Trzydzieści pięć oznacza zmianę kremu do twarzy na ten "dla cery dojrzałej", oznacza, że firmy reklamowe nie będą już kierować swoich spotów do nas, a studenci przeprowadzający ankiety na ulicy będą mówić do nas "proszę pani". Trzydzieści to zapowiedź. Trzydzieści pięć to ostateczna granica, potem przechodzimy do krainy serum przeciwzmarszczkowego, krótkich, praktycznych fryzur i ubrań o klasycznym kroju"

Przekroczyłam tą granicę i ani mi się śni wkraczać do krainy krótkich fryzur i klasycznych ubrań (chociaż jeśli miałby to być french chic - to czemu nie). Fryzury zmieniać nie zamierzam, chociaż wygląda na to, że od grudnia, kiedy to zaczęłam świadomą pielęgnację włosów, ich długość się nie zmieniła. Efekt kilku podcięć...

Październik 2013                                                                                  Grudzień 2012
 
Chociaż nie widać tego na zdjęciach, poprawiła się kondycja włosów, a ostatecznie to wydaje mi się ważniejsze niż długość ;-) 



Komentarze

  1. wiesz zainteresowałąś mnie tą książką , na pewno ją przeczytam !
    a włosy teraz widać ze w lepszej kondycji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka przeniosła mnie do czasów szkoły podstawowej i uświadomiła jeszcze jedną sprawę. Czasem dorośli (czyli pracujący ludzie) mówią z pobłażaniem, że w dzieciństwie to się nie ma problemów. Patrząc na mojego przedszkolaka i wspominając podstawówkę widzę jasno, że owszem ma się. Poza tym książka przypomina o młodzieżowej modzie z tamtych lat - np. jeansach z kokardkami przy nogawkach ;-)

      Usuń
  2. Moje kłaki od stycznia urosły ponad dychę! Na początku stycznia na karku miałam na 0mm długości teraz, już po skróceniu, sięgają mi do wystającego na granicy szyi i pleców kręgu!
    Polecam drożdże. Najpierw piłam takie kuchenne pół kostki dzienne i po miesiącu urosły mi jakieś 2cm potem przerzuciłam się na taki preparat-cud Lewitan z drożdży piwowarskich. Kosztują 14zł bodajże 200tabletek. Fakt, że trzeba wcinać tego całe garście ale widać efekty i nie trzeba się męczyć a to same naturalne witaminki z grupy B

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wynik niezły! Myślę, że u mnie nie jest problemem, że włosy nie rosną, tylko, że końcówki niszczą się w tempie przyrostu, i w rezultacie nie widać różnicy w długości. Od jakiegoś miesiąca bardzo się pilnuję, żeby końcówki zabezpieczać. Drożdze piekarskie też piję - od 2-3 tygodni, ale dzięki za podpowiedź co do tabletek. Już zapisuję i przy najbliższej wizycie w aptece się zaopatrzę.

      Usuń

Prześlij komentarz

Zawsze po publikacji posta z niecierpliwością czekam na Wasze komentarze. Daj mi proszę znać, co sądzisz o tym, o czym piszę...

Popularne posty z tego bloga

Wyzwanie KTM "Pod gruszą? Pod palmą?"

Irlandia - 14 dni zwykłego życia

Jak zmniejszyć dekolt bluzki i dopasować spodnie w pasie